Żywotność silnika benzynowego – na ile góruje nad dieslem?

Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych różnica technologiczna między silnikiem benzynowym a diesla była dość zasadnicza. Te pierwsze oferowały maksymalnie uproszczoną technologię, w której najbardziej zaawansowanymi elementami był sterownik i seria czujników. Dziś niestety sytuacja zaczyna się zmieniać. A zaawansowanie z jednej strony daje moc i oszczędność, z drugiej nie pozostaje bez wpływu na trwałość. W skrócie, żywotność silnika benzynowego niestety zaczyna się skracać.

Silniki benzynowe jeszcze dwie dekady temu były mistrzami bezawaryjności. Benzyniaki były w większości konstrukcjami wolnossącymi. Dodatkowo oferowały wtrysk realizowany wielopunktowo, 16-zaworową głowicę, kilka mało skomplikowanych czujników oraz elektroniczny sterownik. To wszystko przy zachowaniu właściwego interwału wymiany oleju i filtrów sprawia, że trwałość silnika benzynowego wynosiła 500 czy 600 tysięcy kilometrów. Co więcej, motory pozwalały na łatwą i tanią adaptację do zasilania gazem, co dodatkowo redukowało koszty eksploatacji.

Stara szkoła poszła w las – żywotność silnika benzynowego spada

Co się zatem zmieniło? Żywotność silnika benzynowego zaczęła być stopniowo ograniczana na początku nowego millenium. A wszystko za sprawą technologii, która stała się odpowiedzią na zaostrzające się i to dość drastycznie normy emisji spalin w Europie. W pierwszej kolejności motory benzynowe zaczęły być odchudzane. Najpierw za sprawą lekkich materiałów i cieńszych ścianek bloku, a później poprzez redukcję liczby cylindrów czy pojemności. Obie tendencje choć przyniosły dobre efekty, spotkały się w jednym niezbyt szczęśliwym punkcie. Mowa o obniżonym wskaźniku wytrzymałości na przeciążenia.

Z punktu widzenia technologii jednym z pierwszych zaawansowanych rozwiązań, które zaczęły być montowane w silnikach benzynowych stała się turbosprężarka. Doładowanie w czystej teorii jest przewidziane na całe życie pojazdu. W praktyce termin całe życie oznacza jednak nie więcej niż 250 – 300 tysięcy kilometrów, co wpływa na trwałość silnika benzynowego. Po tym przebiegu konieczna jest regeneracja, ewentualnie wymiana mechanizmu na nowy. Pójście w kierunku redukcji masy i doładowania było dobrym kierunkiem. Wymagało jednak jeszcze jednej zmiany – precyzyjnego dawkowania paliwa.

Żywotność silnika benzynowego pogarsza zaawansowany osprzęt

Benzyniaki na początku nowego millenium zaczęły być wyposażane w bezpośredni wtrysk. Technologia z jednej strony gwarantuje porcję benzyny, która została idealnie dobrana do aktualnych potrzeb silnika. Z drugiej strony to bardzo zaawansowany element, który nie pozostaje bez wpływu na żywotność silnika benzynowego. Wtryskiwacze nie będą bezawaryjnie pracowały latami. Czasami już po jednym tankowaniu paliwa niskiej jakości mogą się zapchać. A to jeszcze nie koniec listy możliwych problemów. Bezpośredni wtrysk dodatkowo powoduje m.in. efekt gromadzenia się nagaru na głowicy.

Po otwarciu drogi dla downsizingu, turbodoładowania i bezpośredniego wtrysku, dla silników benzynowych zaczęła się całkowicie nowa era. Nadal motory zasilane bezołowiową górowały nad dieslami w kwestii osiągów, teraz mogły się jednak zbliżyć do ropniaków za sprawą dopracowanej oszczędności. Poza tym zaczęły być dalej unowocześniane. Dziś żadnym zaskoczeniem nie jest benzyniak wyposażony w koło dwumasowe, zaawansowany system sterujący czy nawet filtr cząstek stałych. Rozwiązania te dalej zwiększają możliwości benzyniaków i pozwalają im na spełnienie restrykcyjnych norm emisji spalin. Dalej jednak obniżają też trwałość silnika benzynowego.

Trwałość silnika benzynowego: z pomocą przyjdzie gwarancja!

Kto tak naprawdę powinien się bać o żywotność silnika benzynowego? Kierowcy kupujący samochód z salonu raczej mogą spać spokojnie. Nowe modele są projektowane w taki sposób, aby nagromadzenie awarii nie stało się faktem wcześniej niż przed czwartym rokiem eksploatacji. Poza tym nawet jeżeli coś pójdzie nie tak wcześniej, zawsze pomocną dłoń może wyciągnąć do nich fabryczna gwarancja nadana przez producenta. Problem zaczyna się w sytuacji, w której kierowca kupuje pojazd używany starszy niż 5-letni lub z przebiegiem większym niż 250 tysięcy kilometrów. To punkt newralgiczny, w którym nagromadzenie pierwszych usterek będzie szczególnie duże i budżetowo bolesne.